hej, witam wszystkich po dłuższej przerwie. niestety przeprowadziłem się pozostawiając akwarium u rodziców więc jakoś i na forum ostatnio nie zaglądałem.
w każdym raziem mam takie pytanie. przez 9 dni nie widziałem mojego akwarium. po powrocie zorientowałem się, że nie ma w nim samca molinezji a samiczka prętnika ma na grzbiecie miejsce, na którym nie ma łusek. ojciec wytłumaczył mi, że ten samczyk atakował tą prętniczkę i raz nawet na jego oczach wygryzł jej kawałek mięsa i go połknął. w takiej sytuacji ojcic postanowił go wyrzucić i spławił zdrową rybkę w kiblu. mi taka sytuacja wydaje się mało prawdopodobna. wydaje mi się, że problemy prętniczki wynikają zupełnie z czegoś innego. po prostu złapała jakąś chorobę (nie wiem jaką bo nie bardzo się na tym znam ale już kiedyś podobne przeżycia miałem z moim gurami i wyżył bez problemów) a samiec molinezji ponieważ był rybką z charakterem odganiał ją i atakował jako chorą co u ryb jest chyba całkiem naturalne. nie chce mi się wierzyć, żeby oderwał prętniczce jakiś kawałek mięsa bo to już chyba oznaczałoby jej śmierć a ona teraz ma się całkiem nieżle. w dodatku żadnych ubytków poza łuskami nie widać. na koniec dodam, że ojciec nie lubił tego samca molinezji bo twierdził, że ciągle męczy samice i nie bardzo rośnie. poza tym kiedyś nagle zniknął w niwwyjaśnionych okolicznościach młody samczyk black molly księżycowy, który był pupilkiem ojca i to też poszło na konto spławionego w kiblu (już ze trzy razy ojciec mówił, że on to by go wyrzucił).
co o tym myślicie? czy wersja ojca jest prawdopodobna?
pozdrawiam :wink:
jest malo prawdopodobne zeby samiec molinezji wygryzl samiczce pretnika kawal ciala :!: po prostu tatus chcial sie go pozbyc i tyle :cry:
Ciekawa histria.. jednak coś podobnego zdarzyło się i w moim akwa.
Miałem parkę prętników. Samiec padł w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach. Dosłownie w jednej chwili zaczął pływać bezładwie, a bocje już próbowały sie do niego dobrać. Odłowiłem, nie przeżył. Samiczka pływała jeszcze 2 tyg., ale niebawem po zdarzeniu z samcem, miała wygryzione "czoło". Rana z dnia na dzień powiększała się do tego stopnia, że padła... Skąd zatem te rany? Bocje?
jeśli chodzi o same rany to nie jest to dla mnie zbyt duży problem. sytuacja z gurami miała miejsce jakieś pół roku temu także nie jest to nagminne. poza tym skoro gurami po półtorej-dwóch tygodniach nie miał już po ranie śladu to i tu powinno być ok. nie wykluczam, że to bocje. denerwuje mnie tylko fakt, że byćmoże cała sytuacja była pretekstem to pozbycia się nielubianej przez ojca ryby. a mi osobiście nie wydaje się możliwe żeby to centymetrowej długości miejsce bez łusek mogło być sprawką molinezji. nie wydaje mi się też, żeby molinezja mogła wyskubywać mięso choc w to może bym i uwierzył ale jak to możliwe, żeby w tym momencie nie było ani śladu na ciele prętniczki, która pływa sobie teraz w najlepsze. cała sytuacja musiała mieć miejsce kilka dni temu.
pyszczek molinezji jest przystosowany do zeskrobywania glonów a nie wyrywania kawałków mięsa - to dla tej ryby fizycznie nie wykonalne. także ta biedna ryba straciła życie (w okrutny sposób!!!!!) tylko dlatego że twój ojciec jej nie lubił.
dokladnie jest to fizycznie niemozliwe zeby zjadla kawal ryby :!: twoj tatus to sadysta chyba :wink:
to samo mu powiedziałem! będzie kara!!! :twisted:
dzięki za poradę.
tak zrob tatusiowi kare :P to mu nie moze przejsc bez niczego :P
Cytat: moominekCiekawa histria.. jednak coś podobnego zdarzyło się i w moim akwa....Samiczka pływała jeszcze 2 tyg., ale niebawem po zdarzeniu z samcem, miała wygryzione "czoło". Rana z dnia na dzień powiększała się do tego stopnia, że padła... Skąd zatem te rany? Bocje?
Może raczej brak mikroelementów w wodzie. Coś podobnego może sie zdarzyć u i pielęgnic. Może to wyglądało tak?? http://www.worldcichlids.com/diseases/Adamhith.html
Niezupełnie. W przypadku moich prętników, wyglądało to jakby wygryziony kawałek ciała :(